Chyba jestem zbyt wielka romantyczka,
zbyt mocno wierze, w idealne zycie na plaszczyznie milosci, kobiety i mezczyzny,
moja naiwnosc w tej kwestii jest niezmierzona.
To kedys byl optymizm,
zaufanie z rezerwa,
plany na nieodlegla przyszlosc,
rowniez piekne marzenia
I wtedy bylo latwiej.
Teraz zmieniamy zasady naszego zycia,
bo juz nie jestesmy w nim sami.
Jednak ja mam poczucie, ze zmiany dokonuja sie tylko w moim charakterze,
moich przyzwyczajeniach,
moj plan dnia, tygodnia runal.
A on?
Co z nim?
Co dla mnie?
On jest indywidualista!
Alez oczywiscie, to prawda
gdyz kazdy z nas jest ogromnym indywidualista.
A co z kompromisami?
Przeciez zycie to sztuka kompromisow.
Czy jeszcze sie tego nauczymy!
Teraz pyta czy sie gniewam??
No to rzeczywiscie, przypomnial sobie o mnie.
W sumie to nawet sobie nie przypomnial sam,
pomogla mu w tym osoba,
ktora jako jedyna ma na niego wplyw-
Mama!!
Zawsze ukrywam wszystkie jego wystepki,
chronie i bronie,
i co z tego mam?
Smutek, przykrosci, zal
ktore trawie w samotnosci!
Nigdy nikomu nie mowie o naszych gorszych chwilach, dniach,
klotniach, pseudo-niespodziankach,
bo chce zeby kazdy go postrzegal dobrze, najlepiej!
W sumie juz powoli zapominalam
juz zaczynalam sie uspokajac,
a teraz wroci i rozdrapie wszystko od nowa
tlumaczenia, wyjasnienia, wymowki.
Ten jego zal za grzechy, mocne postanowienie poprawy...